3 lata ago
2423 Views
2 0

Szkoła podstawowa

Written by

O tym jak ważny jest wybór szkoły podstawowej dla naszego małolata nie muszę nikomu mówić. Miałam szczęście jako dziecko trafić do fantastycznej podstawówki, którą nie tylko bardzo miło wspominam ale mogę uznać za pozytywny bodziec do dalszej edukacji. Nawet 4 lata w beznadziejnym liceum nie zepsuły mojej wiary w polski system edukacji i skończyłam z wyróżnieniem nie tylko studia magisterskie ale także miałam w sobie tyle zacięcia i chęci pogłębiania wiedzy żeby przylatywać z Irlandii co dwa tygodnie na studia podyplomowe.

Moja szkoła podstawowa, a w zasadzie jej grono pedagogiczne zupełnie nie pasuje do obrazu typowej szkoły podstawowej z lat osiemdziesiątych. M. miał przyjemność uczęszczać do kilku placówek tego szczebla ale ilekroć opowiada mi o obyczajach w nich panujących włos mi się jeży na głowie. U nas nikt nikogo nie bił, nie uderzano nas dziennikiem po głowach, nie rzucano w nas ciężkimi przedmiotami i nie wymierzano klapnięć linijką. U nas było normalnie, fajnie, przyjemnie. Lubiłam chodzić do szkoły mimo że nie lubiłam ludzi. Owszem denerwował mnie hałas i tłok na korytarzach ale nauczyciele traktowali nas jak… dzieci. I dziećmi się czuliśmy. Beztroskimi, czasem dokuczliwymi, nieporadnymi dziećmi. Dbano o nas w szkole i traktowano indywidualnie mimo tak dziwnych czasów w jakich przyszło nam dorastać.

Lata po ukończeniu szkoły podstawowej (w drodze do pracy) spotkałam jej dyrektora.Przywitał mnie ciepło słowami: „Dziecko a gdzie ty tak wcześnie rano idziesz?”. „Do pracy” –  odpowiedziałam. „Takie małe dziecko do pracy już chodzi?” – zapytał. Miałam wtedy 23lata. No i jak nie wspominać z tęsknotą takich ludzi i szkoły, w której było ich więcej?

Panna N. urodziła się w Irlandii i nie myślałyśmy wtedy, że kiedykolwiek wyląduje w polskiej podstawówce.

Po przeprowadzce na wieś udało nam się znaleźć wyjątkowe przedszkole dla naszej niespełna czteroletniej panny. Mieściło się w starym budynku na uboczu wśród drzew, krzaków i wszelkiej maści zwierzyny łownej i nie tylko. Przedszkole mogło poszczycić się nowoczesnym placem zabaw, mini zoo na dworze oraz tajemniczym ogrodem z tyłu budynku. Dzieci codziennie mogły karmić kurki, świnki morskie, króliczki, kózki, miniaturowe prosiaki i kucyki. Na spacerach obserwowały jeże, wiosną siały warzywka w przedszkolnym ogródku. Panna N. miło wspomina to miejsce, z czułością wypowiada się o opiekunkach, mimo że nie lubiła gdy ją tam zostawiałam. Panna N. lub mówić i mówi od momentu gdy otworzy rano oczy do chwili gdy zamknie je wieczorem, a czasem nawet mówi przez sen. Tam mówić nie mogła bo nie umiała. Co gorsza mało rozumiała z tego co mówiono do niej. Ale poza tym irlandzkie przedszkole na wsi było super.

Wyjechaliśmy na Maltę i mimo że Panna N. ze względu na swój młody wiek, nie musiała jeszcze iść do szkoły postanowiliśmy zapisać ją do pierwszej klasy. W szkole panowały zupełnie inne zasady niż w Irlandii i przed laty w Polsce. Nie mogłam odprowadzić córki do klasy bo był zakaz wejścia poza wydzielone miejsce na korytarzu. No jak? Przecież to moje dziecko a oni mnie po dzwonku wyganiają na zewnątrz.

Dzień zaczynał się dla dzieci w auli, gdzie ze sceny dobiegał śpiew jednego z pedagogów i dzieci ze starszej klasy. Spiewano najnowsze kawałki z list przebojów, a uczniowie zgromadzeni pod sceną mogli sobie potańczyć i również pośpiewać zanim udali się do klas ze swoimi wychowawcami. Kilka razy odprowadzając córcię do szkoły usłyszałam Dżizas, dżizas z głośników więc niewykluczone, że spotkania w auli nie były tylko formą budzenia dzieci z rana ale i sprytnie przemyconą modlitwą. Lepsze to niż składanie rączek w klasie przed lekcjami, prawda?

Widok z auli szkoły w St. Paul's Bay

Widok z auli szkoły w St. Paul’s Bay

Na Malcie dzieci szybko zaczynają przygodę ze szkołą bo już od 5 roku życia ale są też bardziej niż w Polsce pilnowane. Co rano wychowawczyni Panny N. – Miss Silvana stała murem w tym samym miejscu w auli i gromadziła wokół siebie swoich podopiecznych. Po skończonych zajęciach odprowadzała swoją klasę w to samo miejsce do auli żeby dosłownie z ręki do ręki przekazać malucha rodzicom.

Lekcje odbywały się, podobnie jak zebrania rodziców, w obu językach: maltańskim i angielskim a Panna N. zaskakująco szybko zaczęła rozmawiać w języku, którego tak nie lubiła w Irlandii. Widocznie angielski wydał jej się teraz bardziej przyjazny niż maltański.

Każdy tydzień w szkole obfitował w jakieś fajne wydarzenie, jak nie wycieczka to teatrzyk, jak nie teatrzyk to spotkanie edukacyjne dla rodziców. Pannie N. zdarzyło się nawet wystąpić w jasełkach. Ale byliśmy dumni z naszego aniołka. Udzielaliśmy wywiadów jako rodzice – expaci zamieszkujący północną część Malty, pytano nas o to jak postrzegamy system edukacji na Malcie. Czuliśmy że nasze zdanie się liczy i że mamy wpływ na to co się dzieje w szkole naszej córki.

Maltańskie jasełka

Maltańskie jasełka

A potem przenieśliśmy się do centrum i ciężko było dojeżdżać dwa razy dziennie w tę i z powrotem do szkoły na północy. Zmieniliśmy podstawówkę prawie pod sam koniec roku szkolnego bo w maju i zaczęła się rzeź, sprawdziany, stres i problemy bo w poprzedniej szkole naszego pięciolatka nie nauczono czytać i pisać w dwóch obcych językach. Oczywiście był realizowany ten sam program ale najwidoczniej w inny sposób egzekwowano wiedzę w jednej i drugiej szkole.

Spędzałyśmy z Panną N. po kilka godzin dziennie odrabiając lekcje i przygotowując się do kolejnych zajęć. Wszystko w porozumieniu z google translate bo nowa szkoła nie była już taka europejska jak poprzednia i nawet korespondencji z rodzicami nie tłumaczono na język angielski. Co piątek odbywały się sprawdziany, podczas których dzieci układały na ławkach plecaki między sobą żeby nie mogły od siebie ściągać. Dramat. Ale przynajmniej w dwa miesiące Panna N. nauczyła się czytać i pisać.

Nadeszły wakacje i mogliśmy trochę poluzować z nauką, choć znajoma Polka z sąsiedztwa w każde wakacje przypominała ze swoimi dziećmi program z całego minionego roku. Taki nieoficjalny wymóg szkoły zwłaszcza dla dzieci obcokrajowców, które musiały przysiadać podwójnie bo maltański nie był przecież ich językiem ojczystym.

Żeby Panna N. oprócz obu oficjalnych języków Malty potrafiła posługiwać się także swoim językiem ojczystym, zwłaszcza w piśmie, zapisaliśmy ją do polskiej szkoły internetowej Libratus. Placówka zrobiła na nas świetne wrażenie, chwilę po zapisaniu umówiono nas na spotkanie online z psychologiem, który zbadał stopień przygotowania Panny N. do nauki w polskiej szkole. Od września oprócz maltańskiej szkoły mięliśmy dodatkowo realizować program polskiej podstawówki. Super.

Zmęczone tym wszystkim poleciałyśmy na miesiąc do Polski i wtedy zajrzałam na stronę internetową mojej ukochanej szkoły podstawowej. Nowa sala gimnastyczna, nowe boisko, nowe…. wszystko. Zaczęło mi wtedy coś świtać. Przeszłyśmy się więc z Panną N. do sekretariatu. Chciałam się przywitać i odświeżyć wspomnienia. Pamiętano mnie tam, Pannę N. głaskano po głowie i wychwalano pod niebiosa, ciuciano i zapaszano. Wręczono nam też podanie i powiedziano, że formalności są nieważne, ze dziecko musi iść do szkoły i jeśli tylko wyrobimy się na 1ego września to będziemy na liście pierwszoklasistów. No to się wyrobiliśmy. Z przeprowadzką, transportem ubrań, auta, kota…

Album litery R

Album litery R

Panna N. uczęszcza więc do mojej ukochanej podstawówki, która mimo, że całkiem odnowiona nadal zachowała swoją przyjazną atmosferę i skupia wokół siebie fantastycznych pedagogów. Z radością chodzimy do szkoły, z chęcią odrabiamy lekcje, bierzemy udział w szkolnych imprezach, piszemy sprawdziany nie zauważając nawet, że były sprawdzianami, wspólnie realizujemy projekty, zbieramy kasztany, wygrywamy konkursy, pieczemy najlepsze racuchy na świecie. Jest super!

Miewam chwile słabości i zastanawiam się czy dobrze zrobiliśmy wracając do Polski. Wtedy przypominam sobie szkołę na Malcie i porównuję ją do tej tutaj i więcej argumentów mi nie potrzeba. Zdrowie, szczęście i edukacja mojego dziecka są dla mnie najważniejsze a tylko tu czuję, że wszystko zmierza w tej kwestii w dobrym kierunku.

Spoko czy nie?

2 0
Article Tags:
· ·
Article Categories:
Mama · Podróżniczka

Comments to Szkoła podstawowa

  • Pingback: Co to jest album liter? Wzory do pobrania.()

  • Łukasz

    Czy możesz proszę podzielić się informacją, która szkoła była tą „fajną” na Malcie? Z góry dziękuję i pozdrawiam 🙂

    • http://noicoteraz.pl Tesla Odyssey

      Ta fajna i europejska szkoła na Malcie to Maria Regina w St.Paul’s Bay. Dzieci traktuje się tam jak… dzieci. Uczniowie wolniej przyswajają wiedzę bo nie ma takiego wielkiego ciśnienia ale jeżdżą na wycieczki, rozmawiają, bawią się tak jak dzieci powinny. Tubylcy nieciekawie wypowiadają się o tej placówce bo „dużo czarnych i wszystko tam chodzi” – dokładnie tak wyraziła się jedna z mam, które spotkałam zanim zapisaliśmy Pannę N. do Reginy. Ja osobiście wolę żeby moje dziecko poznawało różne kultury, uczyło się tolerancji i akceptacji niż było traktowane jak 5-letni oszust przez zakompleksionych, zaściankowych rasistów.

      Oczywiście Regina to nie ideał i jest się do czego przyczepić ale gdybyśmy byli na Malcie teraz, wrócilibyśmy do Maria Regina.

Menu Title