1 rok ago
419 Views
1 0

Czy jest jakiś sposób na niejadka?

Written by

Do niedawna wydawało mi się, że nie istnieje coś takiego jak skuteczny sposób na niejadka. Piszę niejadka bo to takie ogólne określenie na dzieci, które nie chcą jeść, choć nasza N. niejadkiem tak do końca nie jest. Jak coś jej smakuje to zjada więcej niż ja, a problemem jest raczej to, że panicznie boi się próbować nowe rzeczy przez co jej jadłospis jest niesamowicie ubogi. Każdy lekarz, u którego byliśmy w Irlandii, na Malcie czy w Polsce mówił to samo: jest zdrowa i pełna energii, nie stresować, sama zacznie jeść.

Piszę tu sobie gdy jestem wyjątkowo szczęśliwa bo mam wtedy o czym. Piszę gdy mnie coś wkurza żeby się wyładować. Piszę gdy mam czas zebrać myśli, zdać sobie sprawę z tego, że to coś w mojej głowie nadaje się do tego żeby to wylać. Niestety zwykle czasu nie mam. Ale nie teraz.

Dziś nie tylko mam chwilę (a to za sprawą mojej asystentki z Filipin, która pomaga mi ogarnąć brudną robotę) ale mam też powód. A nawet powodów całe mnóstwo.

Pierwszy i najważniejszy powód mojego ogromnego szczęścia to półtorej pieroga zjedzonego przez Pannę N. w szkolnej stołówce. Niby drobiazg ale moje dziecko nie jadło pierogów od lat już kilku, podobnie jak wszelakich innych potraw oprócz: nugetsów z kurczaka, frytek, suchego ryżu, suchego makaronu, zupy pomidorowej, rosołu, nutelli, naleśników z cukrem i wciskanej raz w tygodniu bomby witaminowej pod postacią zblendowanej zupy warzywnej. Tak już jej się zrobiło, nie wiedzieć czemu, że przestała kiedyś jeść szpinaki, marchewki, jabłuszka i bananki i od tamtej pory za nic nie chce zacząć. Choć sztuczek wielu próbowaliśmy, z poradą psychologa włącznie, smaku owoców nasze dziecko już zapewne nie pamięta, do dżemu nawet nie chce się przekonać ale w zeszłym tygodniu pojawiło się światełko w tunelu. Panna N. zdobyła się na odwagę i je obiady w szkole. Głównie dlatego, że kręci ją samodzielne stanie w kolejce i obiecaliśmy jej, że jak będzie jadła systematycznie obiady w szkole to będzie mogła wracać sama do domu, a co za tym idzie dostanie iPhona żebyśmy mogli ją śledzić. Do systematyczności nakręcają drobiazgi, które jej serwujemy po każdym zjedzonym obiedzie. Nawet jeśli kapuśniak zażyczyła sobie bez farfocli, a naleśniki z samym cukrem to i tak jesteśmy szczęśliwi, że je coś innego niż przygotowane przeze mnie lub babcię K. potrawy, które już wszystkim bokiem wychodzą. Ale gdy w piątek zadzwoniła do nas babcia K. z wiadomością że Panna N. zjadła w szkole pieroga ruskiego to myślałam, że oszalejemy ze szczęścia.

screen-shot-2016-09-17-at-21-56-26

Byliśmy akurat w Poznaniu. Niechcący zupełnie i niespodziewanie. Mój ukochany chciał się na weekend wybrać do Krakowa po jakieś jesienne ciuchy, które zostawił u swojej rodzicielki, na małe zakupy żeby uzupełnić zapasy łapówek za obiady Panny N. i żeby zamknąć letni sezon z impetem szalejąc na autostradzie swoim amerykańskim kabrioletem. Pomysł spędzenia bez niego weekendu nie przypadł mi do gustu bo po pierwsze w zeszłym tygodniu zaniemogłam i wylądowałam na pogotowiu z dusznościami, a po drugie moje auto oczekuje na diagnozę w warsztacie i nie chciałam zostawać w domu bez swojego środka lokomocji, nie do końca zdrowa w dodatku. Całe szczęście moje wyniki wyszły całkiem niezłe i mam jedynie uzupełnić magnez i popijać meliskę od czasu do czasu żeby uniknąć panic attacs w przyszłości ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero PO wypracowaniu z M. kompromisu odnośnie wyjazdu. Postanowiliśmy wycieczkę kabrioletem odbyć razem, w kierunku Poznania a nie Krakowa i tam zaopatrzyć się w PetShop’y a ciuchy przyjadą z Krakowa z kimś kto akurat będzie jechał w naszym kierunku.

Dzień był wspaniały, opalaliśmy się na A2 prawie dwie godziny w drodze na poznańską Maltę, kupiłam 3 pary dzwonów za 101 zł (to był chyba jakiś dar z niebios lub zwyczajnie od TKMaxa), zjedliśmy najlepszą pizzę na świecie i wróciliśmy do naszej przystani późnym wieczorem z torbą łapówek dla Panny N. na kolejny tydzień szkolnych obiadów.

4

Dziecię nasze także nie próżnowało. Wujek K., który jest chwilowo na chorobym w Polsce (w Irlandii nie potrafili go wyleczyć z zapalenia płuc) zabrał naszą 7-latkę na przejażdżkę swoim autem i pozwolił jej prowadzić po polnej drodze. To niewątpliwie wpłynęło pozytywnie na poczucie samodzielności naszej latorośli i dziś nawet z chęcią spróbowała jabłkową papkę ze słoiczka dla bobasów. Nie posmakowało jej więc nie próbowałam wcisnąć więcej. Pochwaliłam, że świetnie, że spróbowała mówiąc, że to naturalne, że nie wszystkie spróbowane potrawy od razu jej posmakują ale tylko kosztując ma szansę odkryć naprawdę świetne smaki. Rety! Dwa zupełnie nowe smaki w ciągu dwóch dni: pierogi i jabłkowa papka – jestem przeszczęśliwa!

Ciągam dziś łapami po ziemi bo odgruzowałam wreszcie pokój naszej niemal dorosłej i jakże samodzielnej córci ale co tam. Mogę sprzątać ten burdel nawet i co tydzień żebym tylko nie znajdowała w jej śmietniku nadgryzionych rogali, kanapek czy mufinków.

Article Tags:
· · ·
Article Categories:
Kobieta · Mama · Pani domu
Menu Title