6 miesięcy ago
405 Views
3 0

Przeprowadzka do Hiszpanii cz. 3 – jak wysłać meble do innego kraju

Written by

Niebywałe, jak wiele szpargałów można zgromadzić przez zaledwie trzy lata i niesamowite jak dużo da się zmieścić w 100 m. mieszkaniu.
Ponieważ definitywnie wiemy już, że czeka nas przeprowadzka do Hiszpanii, bilety dla wszystkich mamy kupione, nadeszła pora na wysyłkę naszego domowego biura do wynajętego od początku czerwca domu na Costa Blanca w Hiszpanii.
W ciągu ostatnich 4 lat przeprowadzaliśmy się już kilka razy: z Irlandii na Maltę, z Malty do Polski i teraz przenosimy się z Polski do Hiszpanii. Przewiezienie swojego dobytku do innego kraju zawsze wiąże się z kosztami zwłaszcza gdy ma się sentyment do swoich rzeczy i tarmosi się je wszędzie ze sobą.
Mam taką jedną rzecz, z którą nie potrafię się rozstać. Jest ona bowiem symbolem mojej niezależności finansowej i kobiecej siły. Smoka (Opel Signum) kupiłam lata temu tuż po rozwodzie za pierwsze przyzwoite pieniądze zarobione przez Internet i od tamtej pory jesteśmy prawie nierozłączni. Niezmienny zapach skórzanej tapicerki i waniliowego aromatu przypominają mi te wszystkie momenty gdy dawałam radę ze wszystkim co wydawało się na pierwszy rzut oka niemożliwe.
Historia mojego smoka jest niesamowita i przyprawia M. o dreszcze.
Opel pojechał ze mną na Maltę, po drodze zepsuł się gdzieś we Włoszech, czekał tam tydzień na części zamienne i powrót kierowcy potem z wielkim trudem i za nieprzyzwoicie duże pieniądze został przywieziony na lawecie do Polski. Tu go zarejestrowałam dwa lata temu przecierając szlaki przyszłym właścicielom aut z kierownicą z prawej strony. Moje Signum było w Polsce zarejestrowane zanim pojawiły się w naszym kraju dokładne przepisy regulujące proces rejestracji tzw. anglików. Tak czy inaczej odczuwam ogromny opór przed sprzedaniem go choć zdaję sobie sprawę, że to ma teraz najwięcej sensu.

Wracając do tematu wysyłki rzeczy, dzięki desperackim próbom znalezienia transportu dla auta z Malty do Polski parę lat temu trafiłam na genialny serwis przeprowadzkowy Clicktrans i dlatego teraz również postanowiłam skorzystać z mocy tej strony. Clicktrans zrzesza przewoźników i zleceniodawców z całego świata i pozwala zaoszczędzić nawet do 60% kosztów transportu. Twoje ogłoszenie trafia do tysięcy firm transportowych, co pozwala znaleźć firmę, która i tak jedzie tą samą trasą i może przewieźć Twoją przesyłkę przy okazji. Cokolwiek masz do przewiezienia, od pojedynczych paczek, przez motor, auto, łódź, meble, zwierzęta, po całe mieszkania – w każde miejsce na świecie polecam Clicktrans.

Na początek zrobiłam wstępną listę tego, co mam do zabrania czyli: domowe biuro plus trochę prywatnych tobołów plus dwa pudła rezerwy (bo zawsze wyjdzie więcej niż się wydaje), razem wyszło ok 100 kg. Opublikowałam ogłoszenie w serwisie Clicktrans i czekałam na oferty. Spośród nadchodzących propozycji wybrałam najlepszą cenowo (890zł) i pod względem terminu i jeśli wszystko pójdzie jak należy już w najbliższy piątek mój M. odbierze nasze tobołki pod naszym domem w Alicante.
Podczas pakowania właściwego naszych rzeczy oczywiście okazało się, że mam ich więcej niż myślałam i ze 120 kg jakimś cudem zrobiło się 200 kg.

Przeprowadzka do Hiszpanii

Każdy karton wypełniłam po brzegi, uzupełniając wolne przestrzenie Petshop’ami Panny N. czy innymi drobiazgami. I tak podczas rozpakowywania M. znajdzie w odkurzaczu trochę pluszaków, filiżanki do espresso i kilka paczek pasty do zębów bez fluoru, a w bebechach drukarki między innymi pozawijane w czarną folię sztućce.
Kartony same w sobie również owinęłam czarną folią, żeby nic się z nich nie wysypało, oznakowałam każdy pakunek czerwoną taśmą zaznaczając gdzie jest spód, a gdzie góra pudła, co w nim jest i na jaki adres ma zostać dostarczone. To, mam nadzieję, odróżni moje paczki od innych, które pojadą do Alicante tym samym autem, a dotrą na miejsce za niecały tydzień.
Przesympatyczny pan kierowca, który przyjechał po nasze tobołki w uzgodnionym terminie, na szczęście nie zawracał sobie głowy ważeniem paczek i zabrał nawet dodatkowe pudło z głośnikami. Tym samym transportem jedzie riksza (cieszę się, że nie moja) i mnóstwo innych przedziwnych rzeczy, które ludzie chcą tak jak my zabrać stąd tam.
Wypełniliśmy list przewozowy, w którym wyszczególnione zostały nasze sprzęty i bye bye – moja w tej materii praca dobiegła końca. Rozpakowywaniem na miejscu zajmie się już M. I płatnością za transport też.

Cieszę się, że mam to już za sobą. Teraz tylko dopakuję do końca mieszkanie i 1 lipca lecę z Panną N. i kotami do mojego M.

Spoko czy nie?

3 0
Article Tags:
· ·
Article Categories:
Podróżniczka
Menu Title