3 lata ago
1171 Views
5 0

Dzień kobiet, dzień kobiet, niech każdy się dowie…

Written by

Niebawem nadejdzie pierwszy dzień kobiet po powrocie z Irlandii i w ogóle z tułaczki po Europie. Pachnie wiosną ale jest ciągle zimno, zimniej niż na Wyspach i zdecydowanie zimniej niż na Wyspie, stanowczo za zimno też, żeby mieć dobry nastrój, działać, mieć ochotę aby choćby wstać z łóżka. Jednym słowem dół. Ale wstać trzeba, odwieźć pannę N. do najwspanialszej szkoły podstawowej pod słońcem (obecnie chmurką), zaopatrzyć się w pieczywo na śniadanie i odbyć rytualną, codzienną pogawędkę śniadaniową z byłym małżonkiem zwanym także z rozpędu mężem.

Jak zwykle pełen entuzjazmu Pan M vel mąż, smarując bułkę wegetariańskim mazidłem dostrzegł dziś w oczach swojej, zwykle sceptycznej ukochanej iskierkę zapału świadczącą o rodzącym się w jej głowie pomyśle. Pomyśle zrobienia czegoś nowego, dzięki któremu ukochana będzie mogła połączyć przyjemne z pożytecznym a może nawet uda jej się odkryć drzemiącą niesłychanie głęboko w środku, duszę artysty.

– Ile potrzebowałabyś miesięcznie żeby się zająć czymś takim?

– Nie wiem, z 1000. Chyba.

Na samą myśl o jakichkolwiek pieniądzach i ich wydawaniu robi się jej niedobrze bo od 25ego każdego miesiąca jest bombardowana wszelkiej maści rachunkami, abonamentami, zobowiązaniami itp. Nie są wysokie w porównaniu do Irlandii czy Malty ale jest ich tyyyyyle, że można zwariować. A potem tylko przykryć się kołdrą i nie chcieć wstać. Woda, ścieki, prąd, internet, gaz, telefon, ZUS, księgowy i inne pierdy…. to kończąca się dopiero w okolicach 15tego litania tuż po której trzeba zbierać na następny miesiąc nalotu rachunków.

Temat „potrzebowania miesięcznie na coś nowego” został więc zamknięty a para byłych małżonków, z kubkami w dłoniach powędrowała ochoczo do biura żeby zasiąść w fotelach i rozpocząć dzień pracy od sprawdzenia Facebooka.

Mijały godziny, mąż odebrał pannę N ze szkoły, coś niby szemrali między sobą gdy żona nie mając czasu podsłuchiwać komponowała obiad. A potem przyszedł sms: „W sypialni czeka coś na Ciebie”. Jak miło, prezent, pewnie na dzień kobiet – pomyślała i pospieszyła się upewnić. W sypialni wyrosła ścieżka. ścieżka z dyszek. Z nieukrywaną radością podnosiła banknoty 10cio złotowe  wchodząc do garderoby (kawałka poddasza w którym stacjonuje wieszak), gdzie w samym kącie stało opakowanie jej ulubionych kokosowych ciasteczek i… KOPERTA. A w niej dokładnie to, czego „potrzebowałaby żeby się zająć czymś takim”.

Ochom i achom nie było końca. Ten jej facet jest genialny. Musiała obiecać mu, że szerokim łukiem tym razem omijać będą Smyka i inne wyciskacze pieniędzy z mam, które „nie mogą przestać kupować swoim dzieciom ciuchów zapominając przez to o sobie”.

O Dżizas! Jak i gdzie się kupuje „nie dla dziecka” w Polsce? Odwykła już, zapomniała. Pamięta, choć jak przez mgłę, weekendowe wypady do kraju na zakupy ale to było przecież wieki temu. Tam natomiast nauczyła się kupować przy okazji np. kawki w galerii z kuzynką. A bo fajna kurteczka, i przeceniona z 200 na 120 euro, a bo takich szpilek jeszcze nie ma, tzn. tego koloru,… odcienia. Tam nie organizowała wypraw na zakupy, tam kupowała gdy spotkała coś fajnego. Spotykała często, kupowała więc dużo. Nie musiała płacić ZUSu i innych tego typu dobijaczy. Teraz musi się znów przestawić ale przecież sama chciała wyjechać z Irlandii gonić słońce a potem uciec z Malty – wyspy Chaos. Prosto z Irlandii by nie wróciła do Polski. Kocha Irlandię i tęskni za tamtym, poukładanym już życiem, pewnością jutra i wywalaniem pieniędzy na pierdoły. Kiedyś może tu napisze dlaczego wszystko jest teraz tak a nie jak dawniej.

Razem z najlepszym na świecie byłym mężem i najcudowniejszą panną N. jedzie teraz się „pozimowo odczerniać” i na moje oko jutro napisze jak jej się udały te pierwsze w Polsce zakupy na poprawę nastroju i początek czegoś nowego.

Article Categories:
Kobieta
Menu Title