9 miesięcy ago
214 Views
1 0

City break w Alicante w dobrej cenie

Written by

Raz na parę miesięcy nosi naszą całą rodzinkę żeby gdzieś pojechać, a hiszpańskie klimaty mocno nas interesują dlatego tym razem udaliśmy się na tzw. city break do Alicante.

Lot, mieszkanie i parking

Parę tygodni wcześniej zarezerwowaliśmy super tanie przeloty Ryanair’em (€150/3 osoby/w obie strony), przez stronę Airbnb wynajęliśmy na tydzień apartament w centrum Alicante (€210) i wykupiliśmy postój na parkingu w Berlinie za €60.

W Polsce ciągle niestety mamy zimę dlatego nie do końca wiedzieliśmy w jakie ubrania mamy wyposażyć się na dzień wylotu i przylotu – prognozy przewidywały 30 stopni różnicy między tą a tamtą częścią Europy. Postanowiliśmy nie zabierać dużego bagażu ze sobą, zimowe kurtki zostawić w samochodzie na parkingu oddalonym o 15 km. od lotniska w Berlinie, a zamiast kozaków z futerkiem założyć grube skarpety do wygodnych butów do chodzenia. Trochę nas przewiało w drodze z autobusu (który błyskawicznie przywiózł nas z lotniska – serwis wliczony w cenę postoju) do budynku lotniska ale to była bardzo dobra decyzja. Nie ma nic bardziej denerwującego w podróży jak zalegające toboły własne i dziecka.

W Alicante jeszcze na lotnisku przywitał nas ciepły, wieczorny wiaterek. Wsiedliśmy do autobusu, który przetransportował nas do miasta. Panna N. tradycyjnie po drodze zmieniła kolory kilka razy ale jak tylko stanęła na własnych nogach w centrum miasta szybciutko doszła do siebie. Nie lubi nasza latorośl jeździć autobusami. Po mamusi. Tylko ja nie rzygam.

Luksusowy apartament w Alicante

W kilka chwil znaleźliśmy się w “naszym” apartamencie na czwartym piętrze dosyć sporego bloku, gdzie miła Pani posługująca się tylko językiem hiszpańskim, przekazała nam klucze, oprowadziła po pokojach i nawet wskazała skrót do centrum, który prowadził przez tajemne przejście w garażu.

Spokojnie a ciągle blisko ścisłego centrum Alicante

Apartament reklamowany jako luksusowy był niezły. W 100% został przygotowany pod wynajem i było w nim wszystko czego może potrzebować człowiek, który przyjechał z rodziną porozglądać się po mieście i okolicy: dwie sypialnie. bardzo przyjemna łazienka, balkon, living, po zęby wyposażona kuchnia, pralka, suszarka, żelazko, zapasowe kołdry, poduszki i koce. Te ostatnie szczególnie mi się przydały bo mimo ciągle włączonej klimatyzacji na 24 stopnie mi jak zwykle było zimno.

Nie byłabym sobą gdybym się do czegoś nie doczepiła dlatego wspomnę o tym, że owszem była wanna z hydromasażem ale żeby przyzwoicie się w niej wykąpać trzeba było czekać na 3 bojlery gorącej wody i dogrzać wrzątku w kilku garach na kuchence.
Gdzieś tam szuflada się nie domykała i raz czy dwa spadła nam na głowy zasłona (jak rzucałyśmy się z Panną N. pianą gdy już udało się nazbierać wody) ale to są detale. Serio. Mieszkanie było super i po takim doświadczeniu jak nasze pierwsze z Airbnb, wynajęcie pokoju w hotelu wydaje się zupełnie bez sensu.

Wynajęty przez Airbnb apartament

Zakupy

Jeszcze tego samego dnia poszliśmy do marketu obadać ceny lokalnych produktów. Szoku nie było. Jasne, że większość znalezisk była droższa niż w Polsce ale hiszpańskie substytuty znanych marek można kupić za połowę ceny. Cytrusy w Hiszpanii kosztują prawie nic, na każdym kroku można sobie wycisnąć świeży soczek z pomarańczy i kupić karton truskawek za €3.
Zaopatrzyliśmy się w podstawowe produkty śniadaniowe na jutro rano i w niezliczoną ilość pierdołów, które fajnie wyglądały i musieliśmy przecież je spróbować. Następnego dnia śniadanie zjedliśmy w kawiarni. Cena takich naszych lekkich śniadanek rodzinnych, które praktykowaliśmy każdego dnia w innym miejscu to od €6 do €18 za naszą trójkę: musowo kawki i herbatka, opcjonalnie słodkie bułeczki w osiedlowej kawiarence – taniej, bułka z jajem w Starbucks – drożej.

Zwiedzanie Alicante

Jak na city break przystało codziennie gdzieś chodziliśmy, zwykle 10 – 20 km. na nogach naszych dorosłych i nóżkach naszej Panny N. W Alicante jest gdzie chodzić, jest gdzie się zatrzymać i można w zasadzie iść gdzie wzrok prowadzi i zawsze trafi się na coś fajnego.
I tak z szerokiej plaży Postiguet przeszliśmy tunelem do windy, która zawiozła nas do Zamku Świętej Barbary, skąd rozpościerał się wspaniały widok na miasto z jednej:

Widok z Zamku Świętej Barbary

i z drugiej strony:

Widok z Zamku Świętej Barbary

Na zamku obejrzeliśmy animowaną kreskówkę z przymrużeniem oka o tym jak Brytyjczycy zajęli zamek a potem tubylcy wysadzili go w powietrze żeby go odbić, weszliśmy chyba na każdą wieżę, przechadzaliśmy się po dziedzińcach, oglądaliśmy wystawy i podziwialiśmy zachód słońca. Zamek Świętej Barbary w Alicante to miejsce, które trzeba zobaczyć i najlepiej przeznaczyć na jego zwiedzanie przynajmniej 2 godziny.

Rio Safari w Elche

Wielbłądy w Rio Safari w Elche

Żeby dać odpocząć naszym dolnym kończynom pojechaliśmy pewnego słonecznego dnia do Rio Safari w Elche. Wszyscy lubimy zwierzęta, a tam mogliśmy pogłaskać moje ulubione wielbłądy, popatrzeć z bliska na białe lwy, nakarmić żyrafę, dowiedzieć się paru ciekawostek o papugach i w ogóle spędziliśmy przyjemny dzień na dworze wśród szumiących palm i wrzeszczących małp. Bosko!

Jedzenie w Alicante

Znaczną część naszego pobytu w Alicante spożytkowaliśmy na zakupy i… żarcie. Wszyscy uwielbiamy duże centra handlowe, inne niż tradycyjne ubrania, kolorowe akcesoria, których w Polsce brakuje zwłaszcza zimą dlatego niejednokrotnie z naszej wyprawy po mieście wracaliśmy z torbami, dosłownie i objedzeni do granic wytrzymałości daleko poza granicą przyzwoitości.

Dobrych restauracji w Alicante jest całe mnóstwo, jest w czym wybierać. Nawet gdy nie wiesz na co masz ochotę, coś byś zjadła ale nie wiesz co, to zawsze możesz pójść na tapas z czym tylko chcesz.
Nam najbardziej do gustu przypadła jednak japońska restauracja na starym mieście z fenomenalnie przygotowanymi pierożkami, wyśmienitym sushi i wybitnie wspaniałym tuńczykiem. W Akasaka byliśmy dwa razy, za każdym razem pękło €55 (w wersji jedz ile chcesz tylko nic nie zostaw) ale to najbardziej satysfakcjonująco wydane pieniądze podczas całego wyjazdu, które chcemy wydać tak samo jeszcze nieraz gdy tylko będziemy w okolicy.

Sushi w Akasaka

Park El Palmeral

Alicante jako miasto podoba nam się bardzo. Jest czysto i dużo się dzieje. Do tego te wspaniałe, szerokie, piaszczyste plaże, zacienione ławeczki na każdym kroku, bez których latem pewnie ciężko byłoby wytrzymać w mieście. Natomiast w samym Alicante chyba nie chcielibyśmy mieszkać. Mnie przerażają te wielkie bloki, nawet na zamkniętych osiedlach z basenami to ciągle bloki czyli pudła z szufladkami ciasno ułożonymi obok siebie przechowujące człowieka na człowieku.

Park El Palmeral w Alicante

I właśnie w poszukiwaniu spokoju i przestrzeni poszliśmy któregoś dnia do Parku El Palmeral gdzie przywitało nas stado spragnionych pieszczot kociaków w każdym wieku i kolorze.
Po parku (jeśli się tylko odpowiednio wcześnie wstanie, co nam się nie udało) można pływać łódką ale sporo zobaczyć można też  przemieszczając się na nogach. Fontanny, wodospady, drzewa, krzewy, krzewinki, kwiaty, strumyczki, place zabaw, altanki to zupełnie inny świat choć usytuowany tuż przed wjazdem do Alicante. Mogłabym tam siedzieć cały dzień. Cudnie było!

Park El Palmeral w Alicante

Mimo że jednogłośnie uznaliśmy ten wyjazd za wyjątkowo udany to po tygodniu dreptania po Alicante i okolicach trochę już chcieliśmy wracać do domu. Głównie chyba do stabilnego łącza internetowego i naszych własnych, domowych kotów, które podczas naszej nieobecności odwiedzała Babcia K. ale i tak się za nami stęskniły. 

Spoko czy nie?

1 0
Article Tags:
· · · · · ·
Article Categories:
Podróżniczka
Menu Title