About me

No i co teraz?

noicoteraz.pl

No to jestem. W zupełnie innym świecie niż całkiem niedawno, w polskim świecie, o którym wiem mniej niż mi się wydawało. A przecież tu przyszłam na świat, tu zdawałam egzaminy i tu stawiałam pierwsze kroki na szczeblach „kariery”. To stąd uciekłam w przypływie emocji rzucając szefowi wypowiedzenie na biurko i postanowiłam zacząć wszystko od nowa w innym miejscu, nowym, nieznanym, w miejscu, którego teraz, po powrocie, bardzo mi brakuje.

Do deszczu zdążyłam już się przyzwyczaić – 9 lat to kawał czasu. Zdążyłam też zaprzyjaźnić się z pieniędzmi, nabić trochę punktów na cv, urodzić córcię, wyjść za mąż, rozwieść się… Zaskakująco dużo się działo i dobrze się działo. A jak jest dobrze i nadal coś mierzi to trzeba coś zmienić. Zmieniliśmy więc kraj zamieszkania (z najbardziej deszczowego na najbardziej słoneczny w Europie) zostawiając ciepłe posadki w renomowanych firmach żeby po roku w tropikach znów wywrócić wszystko do góry nogami i wylądować w Polsce.

Dla mnie wybór Polski na miejsce docelowe nie był oczywisty. To ja najgłośniej krzyczałam w Irlandii, że nigdy nie wrócę do tego porąbanego kraju, że nie będę się cofać, że Irlandia to mój dom przecież. M. do Irlandii wrócić nie chciał bo zimno i mokro, ja na Malcie zostać nie mogłam bo ciasno i brudno, wypracowaliśmy więc kompromis – Polska. Nie dałabym się wyciągnąć bezpośrednio z Irlandii do Polski żadną siłą, myślę że mój zakochany w swojej ojczyźnie M. realizował cichaczem swój plan i wreszcie mu się udało. Skoro nie kraina deszczowców to z dwojga złego lepiej u siebie. Poza tym – potrafię liczyć. Tu jest nam najtaniej funkcjonować nie pracując na etacie. Nie wyobrażam sobie pójść do pracy w Polsce bo już to kiedyś robiłam i zdążyłam się przekonać że warunki pracy w IE a w PL dzielą lata świetlne. Never ever! Jest jeszcze jedna ważna sprawa, chyba kluczowa w tych wszystkich przeprowadzkowych decyzjach – szkoła panny N. Ani Irlandia ani Malta nie miały nam nic porównywalnego do zaoferowania. Tu Panna N. chodzi do mojej podstawówki i jest zachwycona, a gdy nasze dziewczę jest szczęśliwe to my też.

Robiłam w życiu różne rzeczy, w Irlandii nie próżnowałam, zdobyłam drugi dyplom, zawodowo też byłam już najdalej jak mogłam. Nie jestem mainstreamowa, nigdy nie byłam głosem większości – prezydentem nie zostanę. Za to mogę być blogerką, prawda? Tego jeszcze nie przerabiałam i nie wiem czy przerabianie mi się uda bo jak wspomniałam nie posiadam daru porywania tłumów, nie znam się na konsystencji lakierów do paznokci a włosy myję szamponem i tylko czasem nie zapominam nałożyć odżywkę.

Rzygam już też marketingiem bo wszystkie projekty jakich się chwytałam robiłam pod publiczkę i mam już tego dość. Ten blog będzie więc o mnie, o moich spostrzeżeniach, moich opiniach, moich rozterkach i radościach. O tym co kocham i czego nie chcę przemilczeć, co działa mi na nerwy i doprowadza do szału. Wszystko co tu znajdziesz jest takie jakie chcę żeby było bo to mój mały, kolorowy kawałek świata, którego potrzebuję żeby ogarnąć się w tej nowej, polskiej rzeczywistości, pozbierać swoje myśli i nie dać z siebie wyssać życiowego entuzjazmu. Ładowałam się nim ponad 10 lat za granicą, nie pozwolę sobie tego zabrać tylko dlatego, że na ten moment mieszkam w Polsce.

Chcę ciągle wiedzieć, że nie ma rzeczy niemożliwych, że mogę wszystko a skoro już jestem zwykłą polską Polką w Polsce to chcę z tej Polski wziąć jak najwięcej. Chcę poczuć zapach fiołków i smak truskawek, chcę kąpać się w jeziorze podczas burzy, chcę jeździć moim kochanym autem z Irlandii, wyskoczyć na weekend nad morze, zjeść rybę u Rewińskiego, biegać po niekończącej się plaży, zakopać stopy w ciepłym piasku, zmoknąć podziwiając tęczę. Kocham tęczę, kolory, witraże, mozaikę… i zawsze chcę umieć tak kochać.

Tesla

 


Menu Title